JSP Szczakowianka Jaworzno

Unia pobita w ostatniej minucie

Prawdziwy piłkarski thriller zgotowali kibicom w sobotę piłkarze Szczakowianki i Unii Dąbrowa Górnicza. Biało-Czerwoni ostatecznie pokonali rywali 2:1, zdobywając decydującą bramkę już w doliczonym czasie gry.

Ostatnio spotkaniom Szczakowianki towarzyszy sporo emocji, a walka toczy się w nich dosłownie do ostatnich sekund. Nie inaczej było w sobotnim pojedynku z Unią, który był swego rodzaju rewanżem za pucharowe starcie sprzed kilku tygodni. Ekipa z Dąbrowy Górniczej, w składzie której znalazło się kilku byłych zawodników Szczakowianki, liczyła na powtórkę i wygraną. Jaworznianie jednak przed własną publicznością nie chcą tracić punktów i do meczu podeszli wyjątkowo mocno zmotywowani.

Biało-Czerwoni bardzo dobrze weszli w mecz i praktycznie po pierwszej groźniejszej akcji objęli prowadzenie. Bartosz Marędowski po wymianie piłek z Pawłem Cygnarem urwał się na prawym skrzydle obrońcom, wpadł w pole karne i ładnym uderzeniem po ziemi w dalszy róg bramki pokonał bramkarza. Jaworznianie chcieli pójść za ciosem i dalej atakowali. Próba uderzenia Cygnara po wrzutce od Chwalibogowskiego została zablokowana. Na strzał z dystansu zdecydował się Adrian Gałka, ale piłka poszybowała tuż nad poprzeczką. Unia próbowała się odgryzać, ale nie stwarzała dużego zagrożenia pod jaworznicką bramką. Wszystko jednak do czasu. Po półgodzinie gry goście dopięli swego. Po akcji prawą stroną Józef Misztal skorzystał z błędu defensywy i doprowadził do wyrównania. W 39. minucie Paweł Cygnar uruchomił Marcina Smarzyńskiego, który znalazł się sam na sam z bramkarzem. Jaworznicki snajper przegrał pojedynek, a młody golkiper zdołał jeszcze zablokować groźną dobitkę w wykonaniu Cygnara. Swoją szansę miał też Marędowski, ale tym razem posłał piłkę nad bramką. Przed przerwą Unia mogła jeszcze objąć prowadzenie, ale tym razem Maciej Wierzbicki zablokował groźny strzał z lewej strony.

W drugiej połowie oba zespoły szukały swoich szans, zdecydowanie jednak zawodziła skuteczność, a obaj bramkarze pokazywali spore umiejętności, blokując kolejne strzały. Goście rozpoczęli od dwóch groźnych akcji skrzydłami, ale w pierwszej sytuacji zaliczyli pudło, a w kolejnej Wierzbicki zablokował uderzenie. Pod bramką gości szczególnie groźnie było gdy Paweł Cygnar wykonywał rzut wolny z siedemnastu metrów, ale piłka po uderzeniu poszybowała obok słupka. Strzały Smarzyńskiego czy Marędowskiego także nie dosięgły celu. Unia zdawała się nieco groźniejsza, ale nie potrafiła wstrzelić się w bramkę. Tymczasem im bliżej było końca, tym więcej z gry zaczęli mieć gospodarze. W ostatnich dziesięciu minutach Drwale przejęli inicjatywę i zaczęli znów poważniej zagrażać bramce. Sam Marcin Smarzyński co najmniej dwukrotnie mógł rozstrzygnąć losy meczu, ale jego uderzeniom zabrakło dokładności. Po dograniu od Adriana Gałki spod końcowej linii w sytuacji sam na sam znalazł się też Bartek Marędowski, ale trafił w bramkarza. Wydawało się, że Unia dowiezie remis do końca spotkania, tymczasem jednak Drwale w ostatniej doliczonej minucie przeprowadzili akcję, która dała im trzy punkty. Maciej Kurzawa wrzutem z autu uruchomił na lewym skrzydle Dawida Lipniaka. Młody pomocnik Drwali zagrał w pole karne do Marcina Smarzyńskiego, ten wypatrzył nabiegającego z głębi pola Arkadiusza Trzcińskiego i wyłożył mu piłkę. Uderzenie z pierwszej piłki było mocne, ale wydawało się, że bramkarz zdoła je zablokować, ten jednak przepuścił futbolówkę między nogami, a ta wturlała się do bramki wywołując euforię w obozie gospodarzy. Przy okazji świętowania bramki Arek zakomunikował światu, że razem z partnerką oczekują potomka, radość była więc jeszcze większa. Załamana Unia nie zdążyła już odrobić strat i wygrana gospodarzy stała się faktem.

Szczakowianka zapisała na swoje konto trzy punkty i jako beniaminek cały czas trzyma się ścisłej ligowej czołówki. Po trzech kolejkach trzy zespoły zgromadziły po siedem punktów. Biało-Czerwoni ze względu na minimalnie gorszy bilans bramkowy zajmują obecnie trzecie miejsce i potwierdzają, że mogą być groźni dla każdego. W meczu z Unią na duże uznanie zasłużyli bramkarze obu ekip. Maciej Wierzbicki kilka razy uratował swoimi interwencjami miejscowych od utraty gola i był to chyba jego najlepszy mecz odkąd dołączył do drużyny. O prawdziwym pechu może za to mówić młodziutki golkiper Unii. Aleksander Weber bronił bardzo dobrze i zagrał na wysokim poziomie, ale i tak z meczu zostanie mu zapamiętana sytuacja z ostatniej minuty, kiedy to jego błąd kosztował dąbrowian punkty. Jaworznianie cały czas muszą jeszcze pracować nad skutecznością, stwarzają sobie bowiem sporo okazji strzeleckich, ale brakuje im precyzyjnego wykończenia. Z meczu na mecz widać, że drużyna gra coraz pewniej i zdecydowanie się zgrywa, a jej forma powinna rosnąć. Nie sposób też nie zauważyć młodzieżowców, którzy coraz mocniej rozpychają się łokciami. Kolejny bardzo dobry mecz okraszony bramką zagrał Bartosz Marędowski. Bardzo solidny w defensywie był Adrian Gałka, a dwóch rezerwowych juniorów – Maciej Kurzawa i Dawid Lipniak świetnie spisało się jako zmiennicy i mieli swój udział przy decydującym trafieniu. Powoli w Szczakowiance następuje zmiana pokoleniowa i wydaje się, że przebiega ona wręcz wzorowo.

Już za tydzień w niedzielę Drwali czeka wyjazdowe spotkanie z rezerwami Rakowa Częstochowa. Częstochowianie w tym sezonie jak dotychczas nie przegrali jeszcze ani razu i mają tyle samo punktów co Szczakowianka. Można więc powiedzieć, że dojdzie do starcia na samym ligowym szczycie. Początek meczu na bocznym boisku stadionu Rakowa o godzinie 12:00.

Szczakowianka Jaworzno – Unia Dąbrowa Górnicza 2:1 (1:1)

(Marędowski 10, Trzciński 90+3 – Misztal 30)

Szczakowianka: Wierzbicki – Gałka, Wadas, Drzymont, Śliwa – Chwalibogowski (73. Kurzawa), Skórski, Trzciński, Marędowski – Cygnar (82. Lipniak) – Smarzyński. Trener: Paweł Cygnar

Unia: Weber – Krzykowski, Szczepanik, Lipiec (89. Kowalczyk), Dębowski, Bąk, Cichy, Syguła (89. Stefański), Machalski (67. Warzycki), Jędrzejczyk, Misztal (85. Maślanka). Trener: Dariusz Klacza.

Sędziował: Lech Malinowski (Częstochowa)

Żółte kartki: Kurzawa, Smarzyński – Cichy, Misztal, Bąk

Widzów: ok. 300

Powiązane Wpisy

Dodaj komentarz