Zaledwie ośmiu minut potrzebowali piłkarze Szczakowianki by zapewnić sobie komplet punktów w dzisiejszym spotkaniu z Orkanem. Między 21 a 29 minutą do bramki rywali trafiali kolejno Kamil Głośny, Rafał Skrzypek i Sebastian Chojnowski. W doliczonym czasie gry popularny „Siwy” dorzucił jeszcze jednego gola i ustalił wynik na 4:0. Już rok mija od momentu, gdy Szczakowianka po raz ostatni schodziła z boiska pokonana. Ostatni raz podopieczni trenera Sermaka polegli w spotkaniu z Unią Ząbkowice, dokładnie 8 listopada 2008. Od tego czasu zaliczyli w sumie 3 remisy i aż 25 zwycięstw. A do tego jeszcze, już od 1014 minut zachowują czyste konto bramkowe. Takiej passy nie pamiętają chyba nawet najstarsi jaworzniccy kibice.
Piłkarze Orkana mając w pamięci udane dla nich zeszłoroczne spotkanie, po cichu liczyli na niespodziankę i od pierwszych minut próbowali zaskoczyć gospodarzy. Przez pierwszy kwadrans to oni częściej byli przy piłce i próbowali atakować. Nie byli jednak w stanie poważnie zagrozić bramce strzeżonej przez Radosława Józefiaka. Szczakowianka po raz pierwszy niezłą akcję przeprowadziła dopiero w 16. minucie, kiedy to niezłą wrzutką w okolice pole karnego popisał się Adrian Wojtaszak. W 21. minucie padła pierwsza bramka. Adam Janeczko wywalczył piłkę w bocznym sektorze boiska i dokładnie podał ją w tempo do wybiegającego zza pleców obrońców Kamila Głośnego. Ten położył jeszcze bramkarza i wpakował futbolówkę do siatki. Mimo głośnych protestów gości, którzy twierdzili, że w tej sytuacji miał miejsce spalony, arbiter zdecydował się uznać to trafienie. Kilka chwil później było już 2:0. Po rzucie rożnym piłka trafiła wprost pod nogi Wojtaszaka. Ten popisał się świetną wrzutka w pole karne, gdzie Rafał Skrzypek strzałem głową nie dał szans Budnikowi. Orkan mocno zaskoczony takim obrotem sprawy zaczął popełniać coraz więcej błędów, a to zaowocowało kolejnym golem. Tym razem na wrzutkę z lewej strony zdecydował się Michał Biskup. Piłka przeleciała przez całe pole karne i trafiła nieoczekiwanie do Sebastiana Chojnowskiego, a ten bez chwili wahania zdecydował się na strzał w długi róg. Przy pewnym już wyniku Szczakowianka zaczęła grać swoje i od czasu do czasu groźnie atakowała. W 34. minucie Adam Janeczko przelobował już bramkarza i wydawało się, że uda mu się wpakować piłkę do siatki, w ostatniej chwili uprzedził go jednak jeden z defensorów. Chwilę później po strzale tego samego Janeczki, piłka znalazła się w siatce, arbiter gola jednak nie uznał, gdyż dopatrzył się pozycji spalonej. Jeszcze przed przerwą dwukrotnie na bramkę Orkana strzelał, grający z wysoka gorączką, Sebastian Stemplewski, piłka za każdym razem jednak minimalnie przeszła obok słupka.